Scenki z życia Państwa Jatomuszków - Zespół Diagnostyczno-Leczniczy BONUS-PLUS
347
post-template-default,single,single-post,postid-347,single-format-standard,bridge-core-2.3.7,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-theme-ver-22.3,qode-theme-bridge,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.2.0,vc_responsive
 

Scenki z życia Państwa Jatomuszków

Scenki z życia Państwa Jatomuszków

„Mechanizmy są prawidłowe, ale ludzie niekoniecznie.”
prof. Włodzimierz Gut, wirusolog

Pani Jatomuszkowa i pan Jatomuszek nie mają ślubu, nie mieszkają z sobą, a nawet się nie znają i możliwe, że nigdy się nie widzieli, mimo że oboje mieszkają w Sępólnie Krajeńskim. Kobiety mają pierwszeństwo, więc kilka słów o pani Jatomuszkowej. Kilka dni temu, mimo informacji na drzwiach wejściowych do przychodni, żeby zadzwonić dzwonkiem i poczekać na pielęgniarkę, pani Jatomuszkowa swobodnym, europejskim krokiem weszła do środka, wylewnie oparła się łokciami na parapecie okna do Biura Obsługi Pacjentów, nie zareagowała na prośbę pracownika o stanięcie za linią demarkacyjną (1 metr od okna), nie dała się zbić z tropu i rzekła: „wróciłam kilka dni temu z (podała nazwę kraju, w którym koronawirus szaleje), dawno nie robiłam sobie badań krwi, chyba ze dwa lata, proszę mnie zarejestrować do lekarza, żeby mi wypisał skierowanie.” Asertywny personel próbował wytłumaczyć pani Jatomuszkowej, że to nie jest czas, ani na takie wizyty u lekarza, ani na takie badania diagnostyczne. Na to padła nie podlegająca dyskusji odpowiedź: „Ale JA TO MUSZĘ!”. Pani Jatomuszkowa wyszła wzburzona. A teraz kilka słów o mężczyźnie. Pan Jatomuszek też nie zważając na znaki i wyraźne ogłoszenia paradował z uśmiechem na ustach przez korytarz do głównej poczekalni i prosto do BOP. „Muszę do lekarza, bo wczoraj skończyły mi się leki” – zaćwierkał miłym głosem. Otrzymał delikatną reprymendę, propozycję jak najszybszego zniknięcia z przychodni i otrzymania sms-em kodu do e-recepty. Wtedy wypalił prosto w okienko:

„Ale JA TO MUSZĘ!”

Spotykając takich osobników wracają na myśl opowieści o słowiańskich bogach. Jednym z nich był Trzybek – demon, który roznosił po świecie zarazy i morowe powietrze, kiedy ludzie zachowywali się niegodnie i zbyt wielu zachowywało się rozpustnie. Zdaje się, że do wielu Jatomuszków Trzybek już dotarł.

Z całą pewnością Trzybek nie dotarł do pana Wicestarosty Andrzeja Maracha, który publicznie wypowiedział się w sprawie pandemii.

Broń Boże do żadnego szpitala – z wyjątkiem zakaźnego. Broń Boże do żadnego POZ, do żadnego lekarza. Mam zostać w domu, mam wykonać telefon do najbliższej stacji sanitarno-epidemiologicznej, żeby nie biegać wszędzie wkoło, tylko przedzwonić, czekać, nie spotykać się.

Tym stwierdzeniem pan Andrzej Marach przysłużył się dobrej sprawie i zasłużył na podziękowanie. Bowiem prawie wcale (w bieżącej sytuacji) kontakty pacjentów z personelem opieki zdrowotnej nie muszą odbywać się w sposób bezpośredni. Od kilku lat wdrażamy w podstawowej opiece zdrowotnej (POZ) systemy teleinformatyczne, mamy je dostępne i często ich używamy, na przykład w takich sytuacjach jak wystawianie e-zwolnień lekarskich z pracy czy e-recept. Wojewoda Kujawsko-Pomorski Mikołaj Bogdanowicz wydał w dniu 12 marca br. polecenie, w którym czytamy między innymi, że należy „maksymalnie rozszerzyć telerejestrację i teleporady w poradniach opieki ambulatoryjnej podmiotów leczniczych.” Informacje o takich mechanizmach obsługi pacjentów znajdują się na drzwiach wejściowych do przychodni. Wystarczy na chwilę przystanąć i przeczytać ze zrozumieniem treści. Przypominam, że Minister Zdrowia wprowadził do zakresu świadczeń POZ teleporadę rozporządzeniem z dnia 31 października 2019 r. Nie jest to więc żadna nowość. Rzecznik Praw Pacjenta wydał w ostatnich dniach również komunikat, w którym zezwala się w sytuacji zagrożenia epidemiologicznego (a taka sytuacja ma miejsce w Polsce) lub ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów podjąć decyzję o ograniczeniu praw pacjenta (w tym zakresie drzwi poradni będą otwierane tylko po wcześniejszym uzgodnieniu telefonicznym z lekarzem, jeżeli stan pacjenta będzie wymagał osobistego badania). W naszej przychodni dla ułatwienia pacjentom kontynuacji stałej farmakoterapii (czyli zapisywania leków stałych) zwłaszcza dla tych, którzy mają problemy z komunikacją telefoniczną, umieściliśmy przy drzwiach wejściowej skrzynkę na listy z napisem „zamawianie recept”, do której pacjent wkłada kartkę ze swoimi danymi (imię, nazwisko, pesel, numer telefonu komórkowego) i z nazwami leków, określeniem ich dawek oraz ilości opakowań) Kod do e-recepty wyślemy pacjentowi sms-em. Z innych ważnych regulacji należy przypomnieć też stanowisko Konsultanta Krajowego w dziedzinie medycyny rodzinnej dr hab. n. med. Agnieszki Mastalerz-Migas i Konsultanta Krajowego w dziedzinie pediatrii prof. dr hab. n. med. Teresy Jackowskiej z dnia 10 marca br. o odroczeniu bilansów dzieci zdrowych do 30 kwietnia.

Kwarantanna domowa

Pojawiło się też określenie „kwarantanna domowa”. Taka kwarantanna dotyczy osób zdrowych, które miały bliski kontakt z osobami zakażonymi lub podejrzanymi o zakażenie koronawirusem (od 15 marca obowiązuje wszystkich wjeżdżających do Polski). Osoba nią objęta przebywa w swoim mieszkaniu przez dwa tygodnie – liczone od dnia ostatniego kontaktu z zakażonym lub od dnia powrotu z regionu ryzyka. Nie wolno jej wychodzić, nawet z psem na spacer, do sklepu czy do lekarza (tak jak Maciej Kot czy Adam Małysz). To jest kwestia odpowiedzialności, bo może być nosicielem wirusa i zakażać, choć sam nie ma objawów. Nikomu nie wolno takiej osoby odwiedzać. Jeżeli osoba poddana kwarantannie poczuje się gorzej, a zwłaszcza jeśli pojawi się u niej gorączka, kaszel, problemy z oddychaniem, musi bezzwłocznie, telefonicznie powiadomić stację sanitarno-epidemiologiczną lub zgłosić się bezpośrednio do szpitala zakaźnego.

Droga zarażenia

Przypomnijmy jeszcze raz, że do większości zakażeń u ludzi dochodzi przede wszystkim drogą kropelkową, kiedy zakażona osoba kaszle lub kicha. Wirus może także zostać przeniesiony, kiedy człowiek dotknie powierzchni lub przedmiotu, na którym znajduje się wirus (czyli na przykład ślina osoby chorej), a następnie dotknie swoich ust, nosa lub oczu. I tu słowo komentarza w sprawie noszenia maseczek. Jedynym zaleceniem do noszenia maseczki jest bycie osobą chorą. Osobom zdrowym maseczki nie są do niczego potrzebne, ponieważ przed niczym nie chronią (zwłaszcza przed wirusami), a jedynie kumulują w sobie wszelkie inne patogeny, które błyskawicznie migrują do dróg oddechowych osoby zdrowej (maseczkę można mieć założoną nie dłużej niż 20-30 minut, po czy należy ją zamienić na nową, a zużytą zutylizować z zachowaniem odpowiednich procedur, jak dla odpadów biologicznych). Tak więc maseczki powinny zakładać osoby kichające i kaszlące, aby przy tych czynnościach nie rozsiewać na osoby zdrowe patogenów wraz z cząsteczkami śliny (są też inne wskazania, ale nie dotyczą one POZ-u). Reasumując – wchodzący do przychodni zakatarzony, kaszlący lub kichający pacjent musi mieć założoną maseczkę lub usta i nos zasłonięte chustką (nie chusteczką higieniczną). Po uzyskaniu porady lekarskiej pacjent musi przed wyjściem z przychodni maseczkę wyrzucić do utylizacji. U nas przy drzwiach wyjściowych znajduje się oznaczony pojemnik na zużyte maseczki. Jeżeli była użyta chustka materiałowa należy włożyć ją do woreczka foliowego (nie do kieszeni ani torebki!) i jak najszybciej wyprać w gorącej wodzie z detergentem.

Przestępstwo poprzez zatajenie

Na chwilę wróćmy do państwa Jatomuszków. Otóż zdarzyło się nam, że kolejna pani Jatomuszkowa zarejestrowała do pediatry swoje dziecko, informując, że przyjdzie do przychodni z ojcem. Ponieważ u każdego pacjenta zbieramy wywiad epidemiologiczny (wypełniamy odpowiednie ankiety), zapytaliśmy, czy mąż i dziecko nie miały kontaktu z osobą potencjalnie zarażoną koronawirusem i czy nie wróciły z kraju objętego pandemią. Odpowiedź była – NIE. Gdy pan mąż przyszedł z dzieckiem, natychmiast poprosił (jeszcze przy drzwiach wejściowych) o rozmowę z pielęgniarką i poinformował, że dwa dni wcześniej wrócił z kraju objętego zakażeniem. Czyli odpowiedź była – TAK. Informuję, że zgodnie z obowiązującą ustawą o stanie zagrożenia epidemiologicznego pani Jatomuszkowa popełniła przestępstwo poprzez zatajenie istotnych danych epidemiologicznych i narażenie innych ludzi na niebezpieczeństwo zarażenia się koronawirusem. To podlega karze ograniczenia wolności i grzywny. Tym razem nie zgłosiłem przestępstwa stosownym organom, ale obiecuję, że każdy taki następny przypadek nie pozostanie bez reakcji!

Wiele zależy od nas samych

W „New Scientist” czytamy:

Ogłoszona przez WHO pandemia wkracza w decydującą fazę i kluczowe dla dalszego jej rozwoju mogą być najbliższe tygodnie. Wiele zależy od nas samych, od tego jak będziemy przestrzegać zaleceń ograniczających rozprzestrzenianie się tego patogenu. Chodzi przede wszystkim o przestrzeganie zasad higieny, głównie mycie i dezynfekcję rąk oraz ograniczenie kontaktów z innymi osobami, unikanie większych skupisk, szczególnie w zamkniętych pomieszczeniach.

Dr Rafał Mostowy z Uniwersytetu Jagiellońskiego pisze tak:

Wiele osób zastanawia się, dlaczego dystansować się społecznie, jeżeli większość z nas i tak będzie mieć styczność z wirusem prędzej czy później. Przede wszystkim dlatego, że wtedy MNIEJ OSÓB UMRZE.

Czy do mózgów Jatomuszków powyżej opisane argumenty dotrą? Zawsze należy mieć nadzieję, że TAK.

„Najważniejsze jest to, żeby zrozumieć, iż te dotkliwe dla nas obostrzenia wynikają z zatroskania o to, aby koronawirus nie rozprzestrzeniał się” – mówił w czasie homilii w minioną niedzielę metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski.

 

Dariusz Jałocha