Strach czy lęk - Zespół Diagnostyczno-Leczniczy BONUS-PLUS
361
post-template-default,single,single-post,postid-361,single-format-standard,bridge-core-2.3.7,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-theme-ver-22.3,qode-theme-bridge,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.2.0,vc_responsive
 

Strach czy lęk

Strach czy lęk

„W 2015 r. Bill Gates w swoim mini wykładzie dla organizacji pożytku publicznego powiedział: Jeśli cokolwiek zabije ponad 10 mln ludzi w kilku następnych dekadach, będzie to najpewniej wysoce zakaźny wirus, a nie wojna. Nie jesteśmy gotowi na taką epidemię.” To dziś bardzo ważne stwierdzenie przypomniał nam prof. Piotr Czauderna, chirurg dziecięcy na łamach tygodnika „Sieci”. Bill Gates, najbogatszy człowiek na Ziemi nie jest prorokiem, ani nie ma zdolności profetycznych. To jest po prostu wynik myślenia analityczno-syntetycznego, w wyniku którego są stawiane wnioski (a nie przepowiednie). I tak się stało, a właściwie zaczyna się stawać.

Pandemia COVID-19 już nas dotknęła, zatrzymała nas fizycznie, ekonomicznie i psychicznie. Negatywne jej skutki będą szczególnie widoczne przy długotrwałym, nadmiernym zwracaniu uwagi na zagrożenia. Ale jak tu nie zwracać uwagi kiedy tematem publicznym stała się śmierć. Tomasz Łysiak piszę po prostu tak: „Ludzie ze zdumieniem odkryli, że można umrzeć.” Ta prawda najbardziej dotykała tych, którzy czuli się wszechmogący, wszechwładni, całkowicie niezależni od innych, pozbawieni poczucia moralności społecznej i obowiązków w stosunku do innych. Ta charakterystyka odzwierciedla przede wszystkim struktury społeczne Zachodu, gdzie Bogiem staje się pieniądz (przed wojną mówiło się w Polsce „eciu-peciu”), a największą wartością jest brak jakichkolwiek wartości. A jak jest u nas? „To wyciszenie, które nagle zagościło w naszym rozpędzonym życiu, byłoby nawet czymś pożądanym, gdyby nie to, że jest okupione cierpieniem i śmiercią wielu ludzi. Może uda nam się po pandemii zachować w sobie trochę tego wyciszenia, nie poddawać się jałowej gorączkowości i zadbać przy okazji o lepsze więzi międzyludzkie. Patrzę na to, jak Polska radzi sobie z koronawirusem, a radzi sobie z tą trudną sytuacją wyjątkowo dobrze. Podziwiam solidarność Polaków, jej skala jest nieporównywalna z tym, co znamy z państw Europy Zachodniej” – zauważa prof. David Engels, Belg, historyk, filozof, pisarz i analityk Instytutu Zachodniego.

To w aspekcie społecznym. A jak jest w aspekcie politycznym? Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała wprost dla francuskiego dziennika „Le Monde”: „Europa była początkowo częściowo zaślepiona przez nieznanego wroga i kryzys o niespotykanej skali i szybkości. Ten falstart wciąż jest dla nas bolesny. Ale Europa stoi teraz dumnie razem, napędzana falą empatii, która ogarnęła całą Unię. To, co widzę dziś w Europie, wskazuje drogę i napełnia mnie dumą. Przyszłością Europy są polscy lekarze wyjeżdżający do Włoch. To Czesi wysyłający 10 tysięcy masek do Hiszpanii i innych krajów.” To takie polityczne nakładanie makaronu na uszy. Prezydent Czech Milosz Zeman wręcz stwierdził, że: „Sprzeciw przewodniczącej KE wobec zamykania wewnętrznych granic Unii przyczynił się do rozprzestrzeniania się koronawirusa. Pandemia wykazała niezdolność UE do prowadzenia skoordynowanych działań. Postarajmy się, żeby Unią Europejską kierowali ludzie tacy jak ‘ojcowie założyciele’, a nie ci szarzy urzędnicy.” Podobnie zareagowały władze Grecji i objęły kwarantanną obóz dla 40000 uchodźców, mieszczący się 75 km od Aten, w którym wykryto liczne zakażenia koronawirusem. Nazwano to wprost tykającą bombą zdrowotną. Przypomnijmy, że uchodźcy w Europie znaleźli się przy pełnej aprobacie, a nawet zachęcie UE. Reuters podaje, że unijna komisarz odpowiedzialna za sprawy wspólnoty Ylva Johansson wręcz powiedziała w swoim wystąpieniu w Parlamencie Europejskim: „może to skutkować ogromnym kryzysem humanitarnym.” Rzeczywiście z Unią Europejską w obecnym kształcie, po ustąpieniu pandemii będą wielkie problemy.

Tymczasem uzyskujemy z całego świata nowe informacje dotyczące pandemii. Nadia, tygrysica z ogrodu zoologicznego w Nowym Jorku, jest zakażona koronawirusem. Źródłem zakażenia był jej opiekun – człowiek. Prof. Michael Speidel z Uniwersytetu Harvarda w Bostonie podaje jeszcze gorsze informacje: „Najnowsze badania wykazały, że COVID-19 mogą zarazić się krowy, koty, bizony, psy, kozy, owce, gołębie, a także świnie.” Pojawiają się pytania: od kogo się zaraziły? czy przenoszą zarażenie między sobą? czy mogą przenieść zarażenie na człowieka? To pytania kluczowe, bowiem mogą dramatycznie zmienić nasze patrzenie na pandemię, jej przebieg i jej skutki. Ale to jeszcze nie wszystko. Szef chorób zakaźnych National Institutes of Health Anthony Fauci przekazał informację, że koronawirus może przenosić się nie tylko poprzez kaszel i kichanie, ale także przy oddychaniu i zwykłym mówieniu (nie muszą być kropelki, wystarczy sam aerozol). Tym faktem argumentował zasadność noszenia maseczek ochronnych przez wszystkich. Ale jak to w nauce, a w medycynie szczególnie zdania naukowców są podzielone. Magazyn „Lancet” podał takie oto informacje: „Koronawirus może przetrwać na papierze mniej niż trzy godziny, na drewnie dwa dni, na banknotach i szkle przez cztery dni, powyżej czterech dni na stali nierdzewnej i plastiku. Najgorzej wygląda sytuacja z maseczkami ochronnymi. Na ich zewnętrznej warstwie naukowcy lokalizowali koronawirusa nawet po siedmiu dniach od zainfekowania.” Cóż więc mamy robić, jak się zabezpieczać? To proste – ważne jest by nie dotykać zewnętrznej części maski i nie roznosić koronawirusa na odkryte części twarzy, a przede wszystkim często myć ręce, by na bieżąco pozbywać się potencjalnego zagrożenia.

Myślę, że już wystarczająco „postraszyłem” naszych Czytelników tymi informacjami. Zrobiłem to jednak celowo, ponieważ racjonalny strach może być pozytywny. Przykład – proszę bardzo: zdecydowana większość osób zaraz po zawale serca przestaje palić papierosy. Chodzi o to, żeby nie spełniła się następująca przypowieść pewnego mędrca. Mędrzec rzekł, że na skutek epidemii umrze pięć tysięcy ludzi. Tymczasem zmarło piętnaście tysięcy. Przyszli z reklamacją niedowiarki: obiecałeś, że będzie mniej ofiar. Wszystko się zgadza – odparł mędrzec – powiedziałem pięć tysięcy i na epidemię właśnie tyle umarło, pozostali umarli ze strachu.

Strach jest naturalną reakcją organizmu na realne, konkretne zagrożenie, swego rodzaju sygnałem ostrzegawczym dla całego organizmu – uwaga, zbliża się zagrożenie. Tak jak znaki drogowe, strach pełni funkcję ochronną u człowieka, wywołuje w nas reakcję i gotowość do odpowiedzi na potencjalne zagrożenie. Gdyby ludzie nie odczuwali strachu, nie byliby w stanie uchronić się przed zagrożeniami, co mogłoby prowadzić do utraty zdrowia, a nawet życia. Do takich pozbawionych poczucia strachu należą na przykład ci, którzy spacerują w grupach lub łamią zasady kwarantanny. Z drugiej jednak strony strach może powodować unikanie wyzwań albo zaniechanie działań („strach paraliżujący”), które mogłyby przynieść korzyści na dłuższą metę. Dlatego własny strach trzeba zrozumieć , stanąć mu naprzeciw i powoli włączać go w swoje codzienne życie. Przeciwieństwem strachu jest odwaga, o której Shelogh Brown napisał: „Odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu, ale na umiejętności działania mimo niego.” Dlatego miejmy mądrą odwagę stawić czoło koronawirusowi, miejmy odwagę zrozumieć tych, którzy robią wszystko, żeby szkody wywołane pandemią były jak najmniejsze, a także miejmy odwagę zaakceptować fakt, że w takiej jak obecnie, albo zmutowanej postaci SARS-CoV-2 pozostanie z nami na zawsze.

Zupełnie innym stanem emocjonalnym jest lęk. Może on powstać na skutek różnorakich czynników. Począwszy od problemów w dzieciństwie, występujących w okresie dorastania, po kwestie związane z dorosłym życiem. Zaburzenia mogą pojawić się jako reakcja na niestabilną sytuację rodzinną, zawodową czy finansową. Może to być również odpowiedź organizmu na obawę przed różnymi zmianami w życiu, tak jak obecnie związanymi z pandemią COVID-19. Psycholog Maciej Zwolski mówi, że jest także grupa osób, która gdy doświadcza lęku, zaczyna wykonywać rzeczy totalnie nieprzewidywalne. W tym przypadku młodzi ludzie na przykład mogą uciekać z domu lub celowo iść w miejsca, gdzie jest zwiększone prawdopodobieństwo zarażenia się koronawirusem. Lęk nie ma nic wspólnego ze strachem, gdyż jest niezwiązany z bezpośrednim zagrożeniem (koronawirus nie strzela z broni maszynowej do ludzi, ani nie topi ich w studniach). Lęk można określić jako nastrój, w którym dominuje odczucie silnego zagrożenia lub zatrważającej zmiany wywodzącej się z nieznanego, nierealnego źródła. Jest odpowiedzią organizmu na irracjonalne zagrożenie. Związany jest z przewidywaniem nadchodzącego z zewnątrz lub pochodzącego z wewnątrz organizmu niebezpieczeństwa. To patologiczne przewidywanie może doprowadzić człowieka do bardzo ciężkich stanów chorobowych i jest kategorią medyczną, często wymagającą farmakoterapii. Nie bez przyczyny święty Jan Paweł II wzywał Polaków: „nie lękajcie się!” Nie mówił nie bójcie się tylko nie lękajcie się, bo nie chodziło Mu o rosyjskie czołgi, tylko o wolność Polaków.

Kiedy już rozumiemy różnicę między strachem a lękiem, łatwiej przyjdzie nam podzielić opinię Stanisława Janeckiego: „Teraz jest czas powagi, odpowiedzialności i efektywnego działania. I optymalnego przygotowania się na jeszcze gorsze wydarzenia, gdyż lepiej to zakładać niż nie być na to gotowym.”

 

Dariusz Jałocha