Od Li do Rożka - Zespół Diagnostyczno-Leczniczy BONUS-PLUS
366
post-template-default,single,single-post,postid-366,single-format-standard,bridge-core-2.3.7,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-theme-ver-22.3,qode-theme-bridge,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.2.0,vc_responsive
 

Od Li do Rożka

Od Li do Rożka

30 grudnia 2019 roku dr Li Wenliang opublikował w grupie na WeChacie (stu pięćdziesięciu członków, absolwentów medycyny) wpis: „Siedem przypadków SARS na giełdzie owoców morza i owoców Huanan. Wszyscy pacjenci izolowani na intensywnej terapii.” Chińskie władze komunistyczne zareagowały natychmiast – media przedstawiały doktora jako kłamcę rozpowszechniającego fałszywe informacje, czego efektem miało być wywołanie paniki wśród ludzi. Policja wymusiła na Li posłuszeństwo, musiał podpisać, że „zrozumiał swój błąd”. W połowie stycznia dr Li trafił do szpitala z zagadkową wówczas chorobą płuc (obecność wywołującego ją wirusa stwierdzono także u rodziców doktora i kolegów z pracy). 30 stycznia ciężko chory odwołał wymuszone przez policję zeznania i powiedział: „chciałem ostrzec moich kolegów, a nie siać panikę”. Zmarł w nocy z 6 na 7 lutego w wieku 34 lat. Wówczas w Chinach chorowało na COVID-19 kilkaset osób, a kilkudziesięciu umarło. Obecnie na całym świecie zarażonych jest około dwóch milionów ludzi, a grubo ponad sto tysięcy zmarło. Czas – cztery miesiące, efekt – pandemia, skutek – niewyobrażalny kryzys gospodarczy.

Liczby są porażające. Ale zestawmy je z innymi liczbami. W tym samym czasie (od stycznia do dziś) na malarię zmarło 230 tysięcy ludzi, na AIDS 400 tysięcy, na nowotwory 2 miliony, z powodu palenia tytoniu 1,1 miliona, popełniono 251 tysięcy samobójstw, 316 tysięcy osób zginęło w wypadkach komunikacyjnych, a także dokonano 9,9 miliona aborcji (125 tysięcy dziennie!). W 2019 roku w Polsce zmarło 414 tysięcy Polaków, czyli 1134 dziennie. Czy te oficjalne dane medyczne można zestawiać z danymi o pandemii koronawirusa? Czy są w ogóle porównywalne, chociażby w aspekcie zgonów wywołanych rocznie na świecie powikłaniami zwykłej grypy – od 300 do 650 tysięcy? Z czysto statystycznego punktu widzenia tak, ale są dwie zasadnicze różnice. Wyżej podane informacje są „stabilne”, ich przyrost nie narasta w sposób dramatyczny, natomiast o COVID-19 możemy jedynie mówić w czasie teraźniejszym, a nie przyszłym, bo nie mamy pojęcia co będzie dalej i jak przez następne lata zakażenia koronawirusem będą przebiegały. I drugi aspekt natury ekonomicznej. Już dziś wiemy, że kryzys gospodarczy na całym świecie będzie ogromny, ale jak będzie przebiegał i kiedy się skończy też nie wiemy. I te fakty każą nam patrzeć na obecną pandemię zupełnie inaczej niż na zestawienia statystyczne.

W ostatnich tygodniach widzimy publiczną pustkę, puste place, ulice, tramwaje, pociągi, puste kościoły, kina i teatry. Samotny Papież na pustym placu świętego Piotra. W niedzielę wielkanocną w Katedrze Narodzin św. Marii w Mediolanie samotny Andrea Bocelli (tylko z organistą) dał bezpłatny koncert „Music for Hope”. Artysta tak mówił o tym wydarzeniu: „Wierzę w chrześcijańską Wielkanoc, uniwersalny symbol odrodzenia, którego wszyscy – wierzący czy nie – naprawdę teraz potrzebują. Dzięki muzyce transmitowanej na żywo połączymy miliony dłoni na całym świecie. Hojny, odważny i aktywny Mediolan i całe Włochy, będą wkrótce znowu wzorem renesansu, na który wszyscy czekamy.” Koncert był transmitowany na YouTube. Także z okazji Wielkanocy prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier w wygłoszonym orędziu powiedział: „Akurat w Wielkanoc, w święto zmartwychwstania, kiedy chrześcijanie na całym świecie świętują zwycięstwo życia nad śmiercią, musimy się ograniczyć – aby choroba i śmierć nie zatriumfowały nad życiem. Pandemia pokazuje nam, że jesteśmy bezbronni. Być może zbyt długo wierzyliśmy, że jesteśmy nietykalni, że wciąż możemy iść szybciej, wyżej, dalej. To była pomyłka. Po pandemii świat będzie inny. Ta pandemia to nie jest wojna, ale próba naszego człowieczeństwa, która wydobywa w ludziach to, co najgorsze i najlepsze. Okażmy sobie nawzajem to, co w nas najlepsze.” Przypomina mi się pewne zdanie, które kiedyś usłyszałem, ale nie pamiętam kto je powiedział: jestem prawdziwy, kiedy jest najtrudniej. Dziś jest oczywiście trudno, ale czy już najtrudniej?

W obliczu tego widocznego dobra, które mimo cierpienia i smutku otacza nas prawie zewsząd, niewiarygodne wręcz są zachowania w rodzaju dystrybucji oburzenia na wszystko, co robią rządy większości państw świata, albo jawne demonstrowanie zachowania w stylu „wino, trawa i zabawa”. Zwłaszcza ta ostatnia cecha legła u podstaw szalonego rozwoju pandemii we Włoszech, Hiszpanii i obecnie w Rosji (chociaż w tym kraju podawane dane są tak samo wiarygodne, jak w Chinach – czyli w ogóle). Możemy się trochę cieszyć, że są już kraje, w których tempo przyrostu zachorowań nieco maleje. Może to być zapowiedź opanowywania choroby, ale nie musi. Dlatego nie zmieniamy reguł naszego postępowania – zostajemy w domach! Czyli jak mówią górale: „nie smykajcie się teraz po świecie, a będzie piknie”.

Od czwartku 16 kwietnia wprowadzono w Polsce obowiązek zasłaniania ust i nosa. Każda osoba w miejscu publicznym będzie musiała nosić maseczkę, szalik albo chustę, która zakryje zarówno usta, jak i nos. Obowiązek ten dotyczy wszystkich, którzy znajdują się na ulicach, w urzędach, sklepach czy miejscach świadczenia usług oraz zakładach pracy. Tę radykalną zmianę nastawienia w stosunku do stosowania maseczek na co dzień tłumaczy dr Tomasz Rożek: „Dziś mamy świadomość, że pomiędzy nami chodzą ludzie, którzy są nosicielami wirusa, może sami nie chorują albo chorują bardzo lekko, może to mylą ze zwykłym przeziębieniem, bólem gardła i nic więcej im nie dolega, ale te osoby są źródłem tego wirusa. Nie muszą kaszleć, nie muszą kichać, wystarczy, że od czasu do czasu ręką wytrą usta wilgotne od śliny, a później tą ręką na przykład dotkną klamki. W normalnej rozmowie, w czasie której też nam z ust wylatują kropelki śliny, a w tych kropelkach siedzą wirusy, te osoby też mogą zakażać. W tej sytuacji założenie maski w miejscu publicznym, założenie maski tam gdzie mamy częsty kontakt z innymi ludźmi, bliski kontakt, ma sens. Nie ma natomiast sensu noszenie maski w domu, nie ma sensu noszenie maski w czasie jazdy samochodem.” Nośmy maski, aby nie zarazić innych! Pamiętajmy również, że są różne rodzaje masek. Generalnie są maseczki jednorazowe i wielorazowe. Najczęściej używamy maseczek jednorazowych. Musimy pamiętać, że maseczki jednorazowe muszą być po użyciu we właściwy sposób utylizowane (apel do samorządów, aby przygotowały takie miejsca odbioru odpadów medycznych!), a czas ich założenia na usta i nos nie powinien być dłuższy niż 30 minut (zbierają na stronie zewnętrznej wszystkie patogeny z otoczenia, stając się „inhalacyjną bombą biologiczną”). Maseczki materiałowe (także szaliki i chusty) można prać w detergentach i prasować gorącym żelazkiem. W maseczkach z wymiennymi filtrami, tak jak w maseczkach jednorazowych co około 30 minut wymieniamy filtry wewnętrzne i je utylizujemy.

Może wielu ludzi powie, że to wszystko jest przesadne, na wyrost, za trudne. Tak powiedzą tylko ci, którzy sami nie zachorowali, albo nie zachorowali lub zmarli ich najbliżsi. Słynny punkt widzenia znajduje się w tym miejscu, w którym się znajdujemy. Doświadczeni nieszczęściem choroby lub śmiercią bliskiej osoby zaczynamy myśleć inaczej. Zmieniamy własny system wartości, zachowań, odpowiedzialności za innych. My ludzie składamy się z dwóch elementów. Jeden to biologia, a więc poczucie sytości lub głodu, pragnienia, potrzeba snu, stosunków seksualnych, zimna lub gorąca czy pozbywania się produktów przemiany materii. A drugi to niematerialny świat emocji, myśli, woli, poczucia przynależności do grupy, odpowiedzialności za innych, chęci stawania się lepszym i mądrzejszym, pomagania innym. Wraz z rozwojem naszej obecnej neoliberalnej cywilizacji nastąpiło radykalne zachwianie tych dwóch elementów na niekorzyść tego drugiego. Prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego i nauczyciel akademicki w Szkole Głównej Handlowej tak opisuje obecną sytuację: „Pandemia brutalnie obnażyła dysfunkcje naszego świata. Symptomy rozmaitych nieprawidłowości, zagrożeń kryzysowych były już widoczne od wielu lat. Wiele analiz i publikacji wskazywało, że świat się chwieje, jest spękany, a społeczeństwa zamieniają się w społeczeństwo rottweilerów, jak mawiał oksfordzki profesor Paul Collier. Obecny kryzys obnaża między innymi błędy w naszym stylu życia, zaniedbania rodzin. Siedząc teraz zamknięci w domach uświadamiamy sobie, jak wiele naszych działań nie miało głębszego sensu, w tym jak wiele było w nim marnotrawstwa czasu i pieniędzy. Być może przewartościuje to modele życia niektórych z nas, mam nadzieję, że w dobrym kierunku. Kryzys pokazał, że państwo jest niezbędnym gwarantem ładu, nawet tego opartego na idei liberalnej. Sprawność państwa poznajemy po tym, jak realizuje przyznane mu kompetencje, w tym bezpieczeństwo społeczne i zdrowie publiczne. Obecny kryzys bezsprzecznie dowodzi, że kwestie te nie mogą być pozostawione władaniu wolnego rynku, w tym wszechwładzy zysku i rynków finansowych”.

Gdybyśmy byli mądrzy przed szkodą, to nie musiałby w Warszawie lądować największy samolot transportowy świata Antonov An-225 Mriya z 400 tonami niezbędnych środków do walki z koronawirusem oraz gdyby Europa i Polska nie oddały Chinom produkcji wszystkiego, w tym leków, maseczek, rękawiczek i respiratorów. Dziś, przy znaczącej roli polskich uczonych naukowcy z całego świata łączą się w międzynarodowe zespoły badawcze, aby stworzyć doskonalsze testy diagnostyczne, szybko działające leki i skuteczną szczepionkę przeciwko COVID-19. Aby to się stało trzeba prawie od podstaw wybudować na świecie kilka, a może kilkanaście perfekcyjnych laboratoriów, tyle samo wytwórni szczepionek i fabryk farmaceutycznych. Problemem są oczywiście pieniądze, ale i w tym przypadku zaczyna działać międzynarodowa ludzka solidarność. Poszczególne rządy, instytucje i osoby prywatne przeznaczają nieraz ogromne fundusze na powyższe cele. Instytuty, laboratoria i fabryki powstaną w Europie i Ameryce Północnej. Jesteśmy na starcie i nie znamy jeszcze dystansu do pokonania. Na pewno nie będzie to sprint. Dr Tomasz Rożek w wywiadzie dla Krzysztofa Bałękowskiego mówi wyraźnie: „Musimy mieć świadomość, że samo znalezienie substancji, która powoduje, że wirus się dezaktywuje albo dzięki której organizm radzi sobie z wirusem dużo lepiej, to jest dopiero sam początek drogi”.

Oby nie ziściła się jedna z myśli nieuczesanych Stanisława Jerzego Leca: „Były lata, że dzieje obrodziły bogato – pełne kosze głów”.

 

Dariusz Jałocha