INTATSO NOTEILEF - Zespół Diagnostyczno-Leczniczy BONUS-PLUS
519
post-template-default,single,single-post,postid-519,single-format-standard,bridge-core-2.3.7,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,qode-theme-ver-22.3,qode-theme-bridge,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.2.0,vc_responsive
 

INTATSO NOTEILEF

INTATSO NOTEILEF

Zanim na dobre zacznę ten felieton mam nieodpartą potrzebę podzielenia się z Czytelnikami spostrzeżeniem członka Prezydium Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej Waleria Raszkina. Jego opinia pomoże nam nie tylko odsłonić oczy i uszy, ale może także pomoże zrozumieć przynajmniej część tego, co ma od pewnego czasu miejsce w naszym kraju. Raszkin tak oznajmił podczas uroczystych obchodów z okazji kolejnej rocznicy śmierci Stalina: „Gdyby generalissimus żył, to na pewno nie pozwoliłby rozprzestrzenić się koronawirusowi.” Jasne – od razu kazałby go ująć, porządnie przesłuchać, osądzić i niezwłocznie rozstrzelać. A tak to mamy pandemię! Uwaga: w miejsce pseudonimu lub funkcji Dżugaszwilego można wstawić dowolne nazwisko lub stanowisko, jakie kto chce.

Po tym uroczystym wstępie przejdźmy do tematu. 15 kwietnia 1452 roku przyszedł na świat Leonardo da Vinci. Da Vinci oznacza „z Vinci”, miejscowości pochodzenia. Ale nie tam urodził się geniusz. Nieopodal, pięknego jak by dnie było Vinci, jest mała wioska Anchiano i tam stoi dom (Casa Natale – dom urodzenia), w którym jakoby urodził się Leonardo. Wiemy, że jego ojciec był prawnikiem, ale informacje o matce są różne. Najnowsze badania prof. Martina Kempa z Oxfordu mówią, że matką była Caterina di Meo Lippi, uboga sierota, uwiedziona w piętnastym roku życia przez ojca Leonarda. Kemp wraz z dr Giuseppe Pallanti uważają również, że Casa Natale nie była miejscem urodzenia, ale dorastania młodego Leosia. Zapyta ktoś, jaki to ma związek z koronawirusem. Spieszę wyjaśnić. Otóż Leonardo da Vinci pracował między innymi nad wynalezieniem dla człowieka maszyny do latania. Wzorował się na ptakach i nietoperzach (dom w Anchiano ma wysokie – o ile dobrze pamiętam – trzy komnaty, więc i nietoperzy był dostatek). I od tych ostatnich czerpał największe inspiracje. Skrzydła na wzór nietoperzych przymocowane do deski, na której leżał człowiek i miał latać są powszechnie znanym rysunkiem. Niestety plan się nie udał i Leonardo nie stworzył maszyny do latania. A więc mamy pierwszego bohatera – nietoperza. Kilka dni temu TVN pokazał film Stevena Soderbergha „Epidemia strachu” (tytuł oryginalny „Contagiom”). Film miał premierę 3 września 2011 roku na 68 Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, pozostał jednak w cieniu „Epidemii” Wolfganga Petersena (premiera 6 marca 1995 roku). Nota bene – „zły bohater” tego filmu – wirus Motaba, pokazywany na ekranie był w rzeczywistości wizerunkiem wirusa Ebola. W filmie Soderbergha w jednej z końcowych scen pokazane jest jak nietoperz upuszcza do chlewni część jedzenia, które spożywa, w której karmione są świnie. Potem mały prosiaczek jest sprzedany na chińskim targu i przyrządzany przez chińskiego kucharza, aby mogła go zjeść główna bohaterka filmu – Amerykanka (mogę przypuszczać, że według prezydenta USA nakarmiona wirusem celowo). Oczywiście ona się zaraża i po powrocie do USA zaraża kolejne osoby (w tym swojego kochanka). Mąż nie choruje, ale jest zrozpaczony. A więc mamy nietoperza, świnię, targ spożywczy w Chinach i przeniesienie choroby na ludzi. Idźmy dalej. Koronawirus – według danych oficjalnych – znalazł się na targu spożywczym w Wuhan (nie wiadomo dlaczego nazywanym rybnym, skoro sprzedawano tam również duże ilości ssaków, płazów, gadów i ptaków). Chińskie źródła podają, że pochodził od nietoperzy i został przeniesiony na łuskowce (takie nieduże zwierzątka). Chińczycy jedzą i nietoperze i łuskowce. Tamtejsze media zastanawiają się, czy zwierzątka były niedogotowane. W każdej z tych trzech opowieści jest jeden wspólny element – nietoperz. Czy w związku z tym za winnego pandemii należy uznać nietoperza? A może mistrza Leonarda, wszakże on przy nich już dawno grzebał. I co szkodzi zwalić na niego winę. Jeśli się z tego wyplącze, to i tak smród pozostanie. Że nielogiczne? Ale praktyczne. I stosowane. Wystarczy się rozejrzeć, poczytać lub pooglądać. Jedyne czego nie można zarzucić Leonardo to tego, że nie wymyślił maseczek, bo przecież mógł je zaprojektować źle, bez atestów i certyfikatów. I ktoś by miał polew. Tu polew się nie udał. Ale wszystko jeszcze przed nami. Niezbadane są wyroki …

Andrzej Zyberowicz pochylając się nad pandemią napisał tak: „Jeśli głównym lub jednym z głównych wniosków z obecnej sytuacji miałoby po prostu być zalecenie dofinansowania służby zdrowia, to – podobnie jak jest dziś z podejściem do chorych na COVID-19 – będziemy mieli do czynienia z leczeniem objawowym. Z leczeniem, które łagodzi przebieg choroby, ale nie sięga do jej przyczyn. Z leczeniem nie opartym na szerszym zrozumieniu tego, z pomocą jakich mechanizmów wirus oddziałuje na ludzki organizm. Gdybyśmy próbowali sięgnąć do przyczyn najgłębszych – przynajmniej z tych dostępnych ludzkiemu umysłowi – to nie wystarczy nam skupić się na tym, co dziś widzą już prawie wszyscy. Na niesprawnościach instytucji międzynarodowych oraz państwowych. Na ogromnej kumulacji bogactw w rękach nielicznych i często rażących nierównościach społecznych. Na niedoinwestowaniu służby zdrowia i hiperwynagrodzeniach celebrytów muzyki i sportu. Na nadmiernie napiętych (zbytnio zoptymalizowanych pod względem czasu i oszczędności) międzynarodowych łańcuchach dostaw. Na szaleństwie cywilizacji konsumpcyjnej, gdzie tworzymy – nie bacząc na ekologiczne obciążenie Planety – coraz więcej, coraz powszechnie dostępnych gadżetów. Bo to wszystko materialny i organizacyjny wymiar życia. A tym, co wymaga uleczenia jest nie ciało człowieka, ani nawet nasza psychika, ale duchowość.” Oto przedstawiam dowód na słuszność twierdzeń profesora Zybertowicza. „New York Times” zajął się problemem ucieczki ludzi bogatych z miejsc zagrożonych koronawirusem. Dziennik oparł się na analizie geoprzestrzennej wykonywanej na podstawie lokalizacji smartfonów i podaje, że najbogatsze dzielnice Nowego Jorku, w tym Upper East Side, West Village, SoHo na Manhattanie oraz Brooklyn Heights opuściło około 40 procent rezydentów. Ponad połowa mieszkańców ma tam dochody w wysokości ponad 100 tysięcy dolarów na rodzinę, prawie jedna na trzy zarabia rocznie ponad 200 tysięcy. Zamożni ludzie przenoszą się do okolicznych hrabstw – na wschód do Nassau i Suffolk na Long Island, na zachód do Monero w Pensylwanii, na południe do Monmouth w New Jersey, na północ do Westchester i na północny wschód do Fairfield w Connecticut. Chętnie udają się też do Palm Beach na Florydzie. Pada w gruzy retoryka, że „wszyscy jesteśmy razem”. Nie jesteśmy i nie będziemy, bo „nie bycie razem” nie należy do kategorii materialnych, ale duchowych. Przy okazji tego artykułu mam też swoją osobistą refleksję. Badania przeprowadzono na podstawie lokalizacji smartfonów. Halo – obudźmy się. My mamy takie same smartfony, takie same GPS-y w samochodach, laptopach i telewizorach. Czy to nie jest problem? Polscy medycy i inżynierowie ze środowiska krakowskiego opracowali przy okazji epidemii COVID-19 system zdalnego nadzoru nad respiratorami. W centrum kontroli osoba kontrolująca (poprzez chmurę z danymi) może modyfikować pracę respiratorów u konkretnych pacjentów. A jeśli taki kontroler będzie uzależniony (na przykład poprzez szantaż) od decyzji jakiejś instytucji (korporacji), która orzeknie, że babcie i dziadków nie opłaca się już leczyć. Albo rudych, albo lewicowych lub prawicowych, albo wyznawców scientologii Toma Cruise’a. Cieszymy się z technologicznej zabaweczki, jak małpa z lustereczka. Czas jeszcze raz przeczytać „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya.

Problemy zaburzeń psychicznych, związanych z pandemią COVID-19 opisywane są szeroko na całym świecie. Załamania nerwowe, samobójstwa, rozpady związków małżeńskich dotyczą osób dorosłych. Ale inne dotyczą w dużej mierze dzieci. Flavia Ceschin, wiceprezes Włoskiego Towarzystwa Lekarzy Pediatrów zebrała dane z ankiet przeprowadzonych przez dwa tysiące swoich członków. Matki i ojcowie powiedzieli lekarzom, że najmłodsze dzieci są wystraszone i zirytowane, czemu dają wyraz krzykiem, atakami złości, a także agresją wobec siebie i innych osób. Często w sposób niekontrolowany płaczą, domagają się stałej uwagi, nie mają apetytu i źle śpią. U dzieci starszych i wchodzących w okres dojrzewania dominują ataki wściekłości, agresja słowna, smutek, niska samoocena, kłopoty z koncentracją oraz objawy psychosomatyczne, takie jak bóle głowy i brzucha. I to jest jeden z ważnych powodów, dla których należy znosić drastyczne ograniczenia związane z pandemią. Należy znosić, ale w sposób przemyślany i zorganizowany, a także monitorowany i w razie potrzeby modyfikowany. Jednym z takich ograniczeń było zamknięcie granic pomiędzy państwami. Teraz stopniowe i skoordynowane znoszenie tych ograniczeń ma być podzielone na dwa etapy. W pierwszym zostaną otworzone granice między krajami o podobnej sytuacji epidemicznej, w drugim pomiędzy wszystkimi państwami wspólnoty. Komisja Europejska daje tylko generalne wskazówki, bowiem konkretne decyzje będą zależały od władz krajowych (a co na to TSUE?). Wspaniała wiadomość dotarła spoza Unii. Stolica Apostolska otworzyła w poniedziałek 18 maja bazylikę Świętego Piotra. Już trzy dni wcześniej zdezynfekowano nawy, ołtarze, kaplice, posadzki i wszystkie przyległe pomieszczenia. O godzinie 7 rano papież Franciszek odprawił w bazylice mszę (jeszcze bez udziału wiernych) przy grobie świętego Jana Pawła II w przypadającą tego dnia setną rocznicę Jego urodzin. Po mszy świątynia została otwarta dla wiernych. Analogiczne decyzje dotyczą bazyliki świętego Jana na Lateranie i bazyliki świętego Pawła za Murami. Oby jak najszybciej podobne działania miały miejsce w Polsce. Dodatkowym argumentem przemawiającym za powrotem do „nowego normalnego życia” są opinie naukowców i lekarzy, w tym prof. Nicholasa Harta, który leczył premiera Borisa Johnsona, że skutki przechorowania na COVID-19 mogą trwać latami. Dotyczy to nie tylko zaburzeń poznawczych i psychologicznych, ale także fizycznych, takich jak gorsza kondycja płuc, serca i wątroby, problemy z oddychaniem i zmęczenie przez wiele miesięcy po przebytej infekcji. I to niezależnie od tego, czy przechorowanie miało przebieg poważny jak i łagodny. U prawie wszystkich badania tomograficzne płuc wykazały między innymi uszkodzenie płuc.

No to teraz kamyczek do naszego krajowego podwórka. Kamyczek pozytywny, albo lepiej bardzo pozytywny. Naukowcy z Politechniki Śląskiej we współpracy z Polskim Lekarskim Towarzystwem Radiologicznym i kilkunastoma uczelniami i placówkami medycznymi w całej Polsce opracowali system internetowy CIRCA do wspierania diagnostyki obrazowej COVID-19. Dzięki projektowi powstanie ogólnopolska baza danych obrazowych PolCOVID, umożliwiająca analizę dziesiątek tysięcy zdjęć. Pracująca nad projektem profesor Joanna Polańska wyjaśnia: „Ponieważ objawy chorobowe we wczesnym stadium zapalenia płuc i COVID-19 są w większości bardzo podobne, pojawiła się potrzeba stworzenia narzędzia dla lekarzy nie będących radiologami, które mogłoby utwierdzić ich w przekonaniu, że ten obraz, który pozyskali w badaniu RTG, jest obrazem wskazującym rozwinięcie choroby w stronę COVID-19”. Baza PolCOVID jest już dostępna bezpłatnie pod adresem https://covid.aei.polsl.pl. Za to w Rosji opracowano innowacyjny materiał, który pozwoli na zamaskowanie sprzętu wojskowego. Opracowany na bazie nanostruktur przeznaczony jest dla terenów ośnieżonych i czterokrotnie obniża zasięg wykrywania przez radary urządzeń wojskowych, a nawet w 99,5 procenta jest w stanie pochłaniać fale emitowane przez radary. Wyprodukowano już partię doświadczalną. Też mi coś. Jak już wcześniej pisałem Polacy na temat nanostruktur wiedzą wszystko i mają już nawet nano-maseczki przeciwwirusowe. Nie wiem tylko, czy nosząc taką maseczkę stanę się niewidzialnym człowiekiem, jak w powieści Herberta George’a Wells’a.

Chciałem jeszcze napisać o psach badanych przez Londyńską Szkołę Higieny i Medycyny Tropikalnej, Uniwersytet w Durham i organizację charytatywną Medical Detection Dogs na zlecenie brytyjskiego rządu, które to czworonogi najprawdopodobniej mogą węchem wykrywać koronawirusa. Ale nie mam już czasu, bo pół dnia zajęło mi gotowanie zupy szczawiowej ze szczawiu z własnego ogródka. Mój korektor, który śmieje się ze mnie, że zostały mi już tylko jesienią mirabelki, mocno się niecierpliwi, albowiem godzina jest nad wyraz późna, a musi jeszcze wykonać swoją odpowiedzialną pracę. Tak więc koniec pisania, wystarczy. Wyjaśnić jedynie muszę tytuł tego felietonu. Leonardo da Vinci oprócz geniuszu artystycznego i konstruktorskiego, posiadał jeszcze jedną cechę – pisał pismem lustrzanym. Ot tak sobie i przez całe życie. A że od lat młodzieńczych jestem pasjonatem tego wielkiego Włocha, to też mi się ten tytuł tak napisał (prawie).

 

Życzę wszystkim Czytelnikom doskonałego zdrowia i nie dajcie się wirusom, wszystkim wirusom. Szczęść Boże!

 

Dariusz Jałocha